Moja pracownia

Moja pracownia to moje miejsce na świecie. To, w którym się czuję najlepiej. Wychodzę stąd bo muszę czasem i to jedyny powód. Kiedy chcę sobie sprawić przyjemność, kupuję nie ciuch, ale nowe narzędzie. Zebrało się ich trochę.
Miejsca nie jest za wiele, ale goście zawsze mile widziani

Latem przyjemniej jest na dworze. Otwieram szeroko drzwi, wystawiam sprzęt i pracownia przenosi się do ogrodu. To wspaniały czas, choć ten zimowy, spędzany przy stygnącym piecu nie jest nic gorszy. Jest inny

 

.

Piece są najważniejsze. Na razie trzy. Malutki wypala małe szkiełka, ceramiczne wisiorki, próbki rozmaite. Jest szybki i za to też go lubię. Szklany, kupiony okazyjnie jest większy, ale za mały. Marzy mi się, aby urósł. Czasem robi mi kawały, jednak zazwyczaj dobrze wygina miski, zgrzewa tafelki i hurtowo szklane drobiazgi
Szafa to dzieło kościerskiego wytwórcy pieców, pana Pawła. Piec z duszą. Duży, ale też mógłby być większy. Wolno się grzeje ale i wolno stygnie. Szkliwo to lubi. Koło przywiózł mi spod Torunia pan Łukasz, wielki i uśmiechnięty facet. Jest pomarańczowe, elektryczne i wygodne. Dogrywałam się z nim długo, obecnie łączy nas nić porozumienia.

Niedawno skurczyłam nieco pracownię. Większość warsztatów prowadzę poza domem – w Gdańsku Wrzeszczu i w Wejherowie. W mojej norce najczęściej pracuję sama więc i miejsca potrzebuję mniej. Co nie znaczy, że całkiem nie ma miejsca na gości – jest. I nawet czeka na nich oddzielny stół. Uzbierane bogactwo przydasiów do wyczarowywania faktur, wykrawaczki, stempelki, zapasy gliny, szkła, folii metalowych i siatek oraz formy powędrowały do magazynku i łatwo je odnaleźć gdy jest potrzeba. Nie plączą się pod nogami – a są i czekają na Was

 



.

Urodziłam się w Toruniu, ale mentalnie jestem z Trójmiasta. Mieszkam tu ho ho i jeszcze dłużej i nie zamierzam tego zmieniać. Tym niemniej studia skończyłam w na UMK, oczywiście sztuki piękne. Czegoś się tam nauczyłam, jednak od zawsze mam wrażenie, że podstawą mojego tworzenia są geny i środowisko macierzyste. Jeśli większość dorosłych wokół dziecka to artyści, jeśli czas po przedszkolu spędza się w galerii to nie może się to skończyć inaczej….. Przyznaję – walczyłam długo ale poległam. Tyle mojego, że zajmuję się nie tym co rodzice i inni krewni i znajomi czyli nie tkaniną, nie malarstwem i nie fotografią…. no przynajmniej nie zawodowo. Taki przejaw buntu.

 

© Copyright Katarzyna Śliwińska-Olechnicka, 2017.
Wszystkie projekty chronione są prawem autorskim.

OLECHNICKA |  pracownia ceramiki artystycznej

Facebook